8.7.1947: W dniu, w którym rozbił dwa ETV w Roswell

28. 07. 2022

Wczesnym wieczorem 2 lipca 1947 roku latający talerz obserwowano nad Roswell lecącego na północny zachód. Niezależnie od tego, następnego ranka po nocnej burzy William Brazel wraz z synem i córką wyruszyli na inspekcję swoich ziem, gdy na jednym z nich natknęli się na wiele dziwnych srebrzystych fragmentów. Nie mógł ich zidentyfikować. Zasypali nimi ogromny teren i wypędzili jego bydło. Więc zabrał ze sobą kilka, kiedy jechał 4 dni później do miasta Roswell, oddalonego o 127 km.

William Brazel

Jednak miejscowy szeryf Wilcox nie miał pojęcia, jak on był, więc zgłosił sprawę do pobliskiej bazy lotniczej, siedziby elitarnej eskadry bombowców 509. Wkrótce przybędzie oficer ochrony, major Jesse Marcel. Ale nawet on nie wie o żadnej katastrofie lotniczej, a ponadto nigdy nie widział ani nie słyszał o materiale odpornym na wszelkie próby przecięcia, zgięcia, spalenia lub złamania. Dlatego natychmiast udaje się na farmę jeden człowiek w cywilu a rolnik zebrał żużel. Zajmuje im to cały dzień (7.7.1947). Gruz zostanie przetransportowany do bazy wojskowej Roswell, a następnie przeniesiony do pułkownika Blancharda w bazie lotniczej Wright-Patterson. Główne Marcel ale w drodze powrotnej do bazy w Roswell oprzeć, a mimo to dobrze po północy, idź do domu do ruin, wierzą, że są to szczątki ETV, pokazał 12letému żonę i syna.

Spójrz, wygląda jak metal, jest solidny, ale cienki jak folia z paczki papierosów. Opiera się wszystkim powszechnym próbom zniszczenia. Kiedy go kruszysz, wraca do swojego pierwotnego kształtu. Ponadto niektóre części mają symbole przypominające hieroglify.

Następnego dnia sprawy przybierają zupełnie inny obrót. Armia uszczelnia teren wokół farmy. Brazel jest oficjalnie uwięziony na kilka dni, twierdząc, że nie wolno mu rozmawiać z nikim o bezpieczeństwie państwa. Wojskowi przełożeni majora Marcela nie pozwalają na dalsze badanie wraku.

Jesse Marcel

Jesse Marcel

Żołnierze na ranczu przekraczają metr przez metr, a wszyscy podejrzani podróżują do bazy, która następnie wydaje 8. Lipiec 1947, szokująca wiadomość:

Lotnisko Ground Force w Roswell ma przyjemność ogłosić, że zyskało trochę płyt we współpracy z lokalnym ranczerem i biurem szeryfa w Chaves County.

Ta wiadomość budzi ogromne poruszenie. W ciągu kilku godzin armia wyda kolejne oświadczenie - bardziej prawdopodobne jest przeprosiny za nieporozumienia:

W żadnym wypadku nie jest to latający spodek, ale zwykły balon meteorologiczny, który rozbił się podczas burzy.

Ale ufolodzy są jasni. Pierwotny raport został odrzucony nie z powodu fałszywego wniosku, ale dlatego, że był prawdziwy. Według nich rząd zamienił oryginalny wrak za pozostałości balonu meteorologicznego i teraz próbuje zatrzeć ślady, izolować lub zastraszać świadków. Niemniej jednak doniesienia o obserwacjach ET / UFO nadal pojawiają się w gazetach, a wśród ludzi krążą plotki, że oprócz wraku znaleziono w nich jeszcze większe kawałki statków i ciała obcych, które rząd teraz gdzieś ukrywa (Obszar 51 - S4).

Przez ponad pół wieku ufolodzy nie ustępowali, sceptycy śmiali się z nich, a wydarzenie w Roswell zostało powoli zapomniane. Ale potem było kilka wydarzeń.

W 1994 roku Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych opublikowały 900-stronicowy raport na temat ściśle tajnego projektu Mogul, podczas którego wojsko miało wystrzelić wysoko latające balony ze specjalnym sprzętem do wykrywania sowieckich prób jądrowych. Balony miały zawierać metalowe reflektory radarowe, a niektóre ich części miały być sklejone tekturą dostarczoną przez producenta zabawek.

Kiedy jeden z balonów rozbił się w pobliżu Roswell, całą sprawę trzeba było szybko zakończyć. Syn majora Marcela, którego ojciec złożył wówczas przysięgę zachowania tajemnicy, powiedział swojej rodzinie, żeby o tym zapomniała i nikomu o tym nie rozmawiała, bo to się nigdy nie wydarzyło, zdecydowanie się z tym nie zgadzał.

Na pewno nie był to balon meteorologiczny. To był zdecydowanie sposób na latanie. Dodatkowo pamiętam te symbole i na pewno nie pasują do tych z rzekomej taśmy klejącej.

Rok później (1995) brytyjski producent filmowy Santilli powiedział, że lata temu uzyskał z tajnego źródła czarno-biały film z 1947 roku przedstawiający sekcję zwłok jednego z kosmitów, który rzekomo pochodził z wraku znalezionego w pobliżu Roswell. Amerykańska stacja Fox kupi film i wyemituje go 30 milionom widzów. Ufolodzy są podekscytowani, ale sceptycy zaczynają się kręcić. Według nich jest to mistyfikacja recesywna, po części dlatego, że w nagraniu pojawia się nieużywany w tamtym czasie (do 1957 r.) Telefon ze skręconym spiralnie kablem, a także ze sposobu, w jaki patolog trzyma skalpel w wideo.

http://www.youtube.com/watch?v=IwQs_ChLAMI

Dwa lata temu (1997) wypuściły armię USA kolejny dokument zatytułowany Raport Roswell - sprawa zamknięta. Opisuje testy, w których antropomorficzne marionetki zostały zrzucone z balonów na dużych wysokościach. Celem było ustalenie, w jakim stanie byliby astronauci, gdyby katapultowali się na tych wysokościach. To tyle, jeśli chodzi o wyjaśnienie tajemniczych ciał. Tym razem jednak ufolodzy wykonają sporo pracy dla odmiany. I to się opłaca. Udaje im się dowiedzieć, że lalki, tzw manekiny do testów zderzeniowych, zaczął być używany dopiero w 1953 roku, sześć lat po wydarzeniu w Roswell. Ponadto jest dość podejrzane, że armia wymyśla coraz więcej legend.

Jak dotąd nie jest do końca jasne, w jaki sposób wydarzenie miało miejsce dokładnie. Dla ufologów jest to klasyczny przykład rządów próbujących wypowiadać fakty o istnieniu cywilizacji pozaziemskiej. Więc Roswell (miasto) stało się miejscem pielgrzymek na różne spotkania, uroczystości i konferencje. Na miejscu katastrofy znajduje się pomnik (wielki kamień) jako wspomnienie pięciu martwych kosmitów, którzy zginęli w wypadku.

W 1978 roku Stanton T. Friedman przeprowadził wywiad z Jesse Marcelem, który stwierdził między innymi, że fragmenty znalezione na ranczu Williama Brazela: „… nie pochodzą z tego świata”. Marcel był przekonany, że wojsko ukryło prawdziwy charakter i charakter wraku. Powiedział również, że na miejscu wraku znaleziono kilka małych belek mierzących od 2,42 do 3,2 cm2, na których były nieznane, hieroglify, podobne znaki. Zostały wykonane z czegoś podobnego wyglądem i wagą do drewna balsy. Jednak nie można ich było zapalić.

Jesse Marcel Jr

Jesse Marcel Jr

Syn Jesse Marcela, Jesse Jr. podzielił gruzy na trzy kategorie:

  1. materiał przypominający swoimi właściwościami folię z szarym metalikiem na powierzchni
  2. materiał na pierwszy rzut oka przypominający bakelit w kolorze brązowo-czarnym
  3. belki z fioletowymi hieroglifami

Sierżant Frederik Benthal, specjalista od fotografii, twierdził, że on i kpr. Al Kirkpatrick przyleciał z Waszyngtonu, aby sfotografować obce szczątki i nieznane ciała. Najpierw poprowadzono ich na północ od miasta, na stronę, gdzie Benthal, jak powiedział, widział poruszające się pokryte wrakami ciężarówki. Następnie Kirkpatrik został wysłany do innego punktu zbiórki, a Benthal został przetransportowany do pobliskiego namiotu, gdzie sfotografował kilka małych ciał leżących na desce. Kirkpatrik następnie wrócił z drugiego miejsca, gdzie ciężarówki były załadowane gruzem.

Cały ich sprzęt, w tym materiał filmowy, został skonfiskowany. Następnie wrócili do bazy, a następnie poleciał do Waszyngtonu, gdzie krótko powiedziano im, że nie wolno im mówić o sprawie i że nic nie widzieli.

Jim Ragsdale twierdził, że był bezpośrednim świadkiem kosmitów i ich rzemiosła. Ich twierdzenia po raz pierwszy pojawiły się w książce The Truth About UFO Crash at Roswell (1994). Twierdził, że podczas gdy kempingował 48 km na północ od Roswell, zobaczył, że obiekt przeleciał nad jego głową, a następnie upadł.

Kiedy przybył na miejsce katastrofy, zobaczył, że statek został częściowo zakopany. Około 1,2 do 1,5 wysokości martwych ciał leżało w pobliżu statku. On i jego dziewczyna zabrali gruz swoim jeepem. Opuścili to miejsce zaraz po pojawieniu się armii.

Walter Haut był rzecznikiem 509. Dywizjonu Bombowego. Był także autorem oryginalnego komunikatu prasowego, w którym twierdził, że RAAF znalazł latający dysk. W 2002 roku przyznał, że był także bezpośrednim świadkiem wydarzenia i że widział statek kosmiczny i ciała pozaziemskie.

Generał Roger M. Ramey zasugerował opublikowanie komunikatu prasowego, ponieważ miejscowi już wiedzieli o miejscowym wypadku i obawiali się, że mogą odkryć drugie miejsce, gdzie wrak statku był znacznie większy. Plan polegał na rozpoznaniu pierwszego miejsca wypadku i tym samym odwróceniu uwagi od drugiego. Twierdzi również, że Blanchard zabrał go do hangaru RAAF numer 84 i pokazał mu statek kosmiczny. Wyglądał na metaliczny i miał owalny kształt o długości około 3,7 do 4,6 metra i szerokości 1,8 metra. Zobaczył także w hangarze dwa ciała o wielkości około 1,2 metra. Ciała miały duże głowy i były przykryte brezentem.

Podobne artykuły